W rytmie serca
Rodzi się moc...
Dotarliśmy. Tłumy biły na koncert. Już podczas podróży krakowskim mpk było słychać fanów, którzy wybierali się na występ Comy. Wbiliśmy do środka i po 10 min stania w kolejce do szatni słuchaliśmy suportu - KaAtaKilla . Publika była już rozgrzana. I wszyscy tylko czekali na wejście gwiazdy wieczoru.
Po 20 min przygotowań zaczęło się. "Wola istnienia" zabrzmiała jako pierwszy kawałek zagrany przez Roguckiego i jego grupę. Już na wejściu zespół otrzymał gromkie brawa. Widać, że krakowska publiczność czekała na ten koncert. Sala wypełniona po brzegi. Ci, którzy przybyli pierwsi szaleli pod sceną. I część, która wybrała miejsce siedzące na schodkach. Każdy znalazł swój świat na tym koncercie. Jedni po prostu przyszli posłuchać Comy. A drudzy poszaleć w tłumie. Za pewne każdy bawił się świetnie.
"Czas globalnej niepogody" i "Trujące rośliny" to kolejne kawałki, które zapodał nam zespół. Piosenki nieco zmienione, które nabrały nowego smaku. Przy kolejnych utworach „Pierwsze wyjście z mroku”, „Nie ma Joozka” i „Transfuzja” tłum szalał bezkońca. Wszyscy śpiewając razem z wokalistą. Grupa po każdym utworze dostawała mocne i głośne oklaski. Gdy na scenie zabrzmiał "System" tłum oszalał. Fajnie to brzmi, gdy cała sala śpiewa z wokalistą. A bywało, że to publiczność zastępowała Roguckiego. Pierwsze dźwięki "Skaczemy" od razu wprawiły publikę w istne szaleństwo. I tak do końca koncertu. Ludzie mogli odpocząć gdy zaczęło się intro do utworu "Zbyszek". Wielkie brawa otrzymał gitarzysta za to przedstawienie. Bardzo ciekawie zagrane, a po chwili znów na scenie wokalista zaczął śpiewać "Zbyszek, Zbyszek....".
"Spadam", "Tonacja" i "Święta" to jedne z ostatnich utworów zaśpiewane po polsku tego wieczora (do czasu;)). Publika chyba nie miała dość. Gdy brzmiały kolejne utwory wszyscy śpiewając czuli się jak jedna wielka rodzina. Zabawa była przednia. Później zabrzmiały dwie anglojęzyczne piosenki „Fuck The Police” i „Feel The Music's Over”. Nawet w tedy publika śpiewała i bawiła się znakomicie. Po tych kawałkach było widać, że zespół zamierza zakończyć ten wieczór. Pełny pozytywnych emocji i dobrej zabawy. Ale tłum nie dał za wygraną. I zaczął skandować "Cisza i ogień". Domagając się tego utworu. Zespół po krótkiej chwili wskoczył ponownie na scenę. Zaczęli jednak od kawałka "Daleka droga do domu". A później zabrzmiało wyczekiwane "Cisza i ogień". Zespół po tym utworze ponownie zszedł ze sceny. Ale po krzykach publiki, wołając " 100 tysięcy" znów wywalczyli sobie kolejny kawałek. Wokalista usiał na skraju sceny, a cała publika zrobiła to samo. Siedli na podłodze, a gdy zaczął się mocniejszy akcent utworu wszyscy podskoczyli w rytm muzyki. To był niezły widok. Jednak to był już ostatni utwór tego wieczoru.
Mimo wołania tłumu o kolejne kawałki, jak "Listopad". Wokalista śmiejąc się powiedział: "tak, jeszcze będziecie chcieli Leszka i Listopad i tak bez końca". Podsumował ten występ mówiąc " Lepiej czuć niedosyt niż dosyt".
No cóż - jak dla mnie doskonały występ zespołu Coma. Usłyszałam kawałki, których oczekiwałam tego wieczoru. "Leszka" może uda się usłyszeć następnym razem. Nawet Coma live na blu-ray'u nie oddaje tej energii, która wytwarza się między ludźmi. Jak zaczęli grać Wole istnienia od razu wytworzył się energetyczny kocioł, który zassał cała publikę. Rogucki zrobił niezłe show. A solówki na basie i perkusji w Zbyszku zrobiły chyba wrażenie na wszystkich.
05.02.2011 Kraków, Klub Studio.
(kk)




